(Alice)
Błąkałyśmy się bardzo długo z moją córką Elissą w szukaniu jakieś watahy.Elissa była pełna życia i widziałam że niczego nie odziedziczyła po swoim krwawym ojcu.Usiadłam obok jeziora i zaczęłam pić wodę Elissa zrobiła to samo.
-Mamo?-zapytała
-Tak?
-Gdzie my w ogóle idziemy?
-Nie wiem.-odpowiedziałam z żalem.-Szukamy jakieś porządnej watahy a tu żadnej watahy nie ma..
-Kiedyś znajdziemy.-pocieszyła mnie
-Mam nadzieje że masz racje.-uśmiechnęłam się do niej
-Mamo..jestem głodna.-powiedziała Elissa
-Ja też.. za chwilę coś znajdziemy.-odpowiedziałam.-Ty tutaj zostań a ja coś poszukam
(Elissa)
Kiedy mama poszła zaczęłam się bawić w wodzie.Schyliłam się powoli do wody.Nagle potknęłam się o skałę i wpadłam do niej.Prąd zaczął mnie porywać a ja z zmęczeniem machałam rozpaczliwie łapkami.Zaczęłam piszczeć i wołać mamę ale chyba musiała być zbyt daleko.Poddałam się.Aż nagle ktoś złapał mnie zębami za kark i położył na ziemi.Podniosłam głowę i zobaczyłam basiora.
-Co ty sama tutaj robisz?I co robiłaś w wodzie?-zapytał
-Nie jestem do końca sama.. moja mama poszła coś upolować.A do wody wpadłam przypadkowo.-wyjąkałam
-Wiesz że gdyby mnie tu nie było utopiłaś by się?Prąd tego jeziora prowadzi prosto do dużego wodospadu.-powiedział poważnie basior
-Prze..przepraszam.-wyjąkałam
-To nie ty powinnaś przepraszać, a twoja mama.-powiedział
-Mama niczym nie zawiniła!-wykrzyknęłam
-Zawiniła.
Kiedy popatrzyłam w tył zobaczyłam moją mamę ciągnąca jelenia.Podbiegłam do niej.
-Kim jest ten basior?-zapytała
-Uratował mi życie.-chrząknęłam
-Ale jak?-zapytała
-No bo wpadłam.. do jeziora.-wyszeptałam.-I prąd mnie ciągnął prosto do wodospadu.
-Obiecałaś że niczego głupiego nie zrobisz.-powiedziała stanowczo
-Prze..przepraszam.
-Nic nie szkodzi.-powiedziała
-Dziękuje za uratowanie życia mojej córki.-podziękowała mama
-Nie ma za co.-powiedział.-Więc.. błąkacie się tutaj?-zapytał
-Tak.-odpowiedziała
-Może dołączycie do mojej watahy?-zapytał nas obie
-Z przyjemnością.-powiedziała mama
<Kishan?>